Winne strony. Opowieść o pasji, która zmienia życie

Marek Kondrat
kondrat_winn
Kraków, Wydawnictwo Znak, 2015

Marka Kondrata przedstawiać nie trzeba. Poza najmłodszym pokoleniem, wszyscy pamiętają jego role, począwszy od „Zaklętych rewirów”, poprzez „CK Dezerterów”, aż po „Dzień świra”; niezmiennie bardzo dobre, może nawet doskonałe. Następnie, ku zaskoczeniu wielu osób, Marek Kondrat porzucił aktorstwo, jako że znalazł nową pasję, która odmieniła jego życie. Wino i wszystko, co się wiąże z uprawą winorośli, winiarstwem, popularyzacją wiedzy o winie i jego dystrybucją, stały się nowym zajęciem i sposobem na życie.

Firma „Kondrat Wina Wybrane” zdobyła sobie zasłużenie bardzo dobrą opinię – jako bezpośredni akwizytor sprowadzający wina z różnych stron świata, organizator degustacji, spotkań z producentami win oraz innych wydarzeń poświęconych winu i winiarstwu.

Ostatnio Marek Kondrat postanowił przekazać swoje doświadczenia związane z winem i tak oto ukazała się książka – „Winne strony” – będąca swego rodzaju przekazem pasji winnej, jak też opisem winiarskich wyjazdów i poszukiwań. Prowadzi nas przez różne strony świata i kraje, do których autor wytrwale podróżował – poczynając od Francji, poprzez Włochy, Hiszpanię, Portugalię, aż po Amerykę Południową (Brazylia, Argentyna, Chile) i Nową Zelandię. Może zatem z całą odpowiedzialnością twierdzić, że wszystkie sprowadzane wina zostały przez niego osobiście „sprawdzone”, zdegustowane – zgodnie z cytowaną zasadą, że „wino pite tam, skąd pochodzi, smakuje najlepiej”.

 

Można się domyślać, że Marek Kondrat pragnął opisać wydarzenia ze swoich podróży winnych oraz, równolegle, snuć opowieści ze swojego życia, podczas którego nie zabrakło znajomości i spotkań z wieloma ciekawymi i znanymi osobistościami, wspomnień i anegdot.  

W książce znalazły się również fragmenty świadczące o chęci autora przekazania pewnej dozy wiedzy związanej z winem i winiarstwem. Dowodzą tego mapki zwiedzanych regionów i krajów, strony z podstawowymi informacjami dotyczącymi np. degustacji .

Od tego miejsca zaczynam odczuwać dyskomfort, ponieważ książka powstała na pozytywnym gruncie i zrodzona z chwalebnych  intencji, sama w sobie już niczym specjalnym  nie jest. Autor przyznaje co prawda, że jego książki nie należy traktować jako podręcznika – ani  dotyczącego samego wina, ani też odwiedzanych regionów winnych. Jednak opisy podróży Marka Kondrata, w tym spotkań z winiarzami, są ciekawe tylko tak długo, jak długo autor nie stara się obudowywać ich refleksjami natury ogólnej, aby nie powiedzieć – banalnej. Dywagacje związane z czytaniem książek (s.198), zwiedzaniem muzeów (s.165–167), wyborami życiowymi dokonywanymi przez młodych ludzi (s.97-98) są tak oczywiste, lub problematyczne, że aż zniechęcające. Autor chciał być zapewne poważny, a wyszło pretensjonalnie.

Opowiadając o swoich podróżniczych wrażeniach, autor dokonuje też porównań z Polską. Czyni to z pewnością bez złych intencji, lecz rezultat jest niezbyt dobry. Historię mieliśmy taką jaką mieliśmy, również w dziedzinie winiarstwa, zatem pisanie o „’kiszonej’ i ‘zakwaszanej’ tradycji kulinarnej” (s.10), o „bryzolku i schabowym z kapustką” (s.147) oraz o przepaści między Włochami a Polską (s.125-127) brzmi dość niefortunnie.

 

Zauważalne są także niedopatrzenia we fragmentach, których zamierzeniem było przekazanie wiedzy, jak na przykład źle umiejscowiony Cognac na winnej mapce Francji (s.20),  niedokładna kolejność odmian winorośli uprawianych we Francji (s.21) lub też błędnie podana nazwa winorośli mniej szlachetnej niż Vitis vinifera – *Vitis lambrusca (notatka na marginesie s.64) zamiast Vitis labrusca.

Jako filologa razi mnie język i styl, miejscami dość niezręczny, co jest odczuciem w pewnej mierze subiektywnym, lecz „petrol” (zamiast „nafta”), „beka” i „krewety”  mają prawo się nie podobać, i chyba słusznie. Również „fakt obiektywny” i „pięć lat temu” (zamiast „pięć lat wcześniej”) budzą uzasadnione wątpliwości.

Książkę przeczytałam bez przykrości, lecz wiele z niej się nie dowiedziałam, ani też nie pozostawiła ona specjalnego wrażenia – na co liczyłam, rozpoczynając lekturę.

Na koniec, żeby nie było wątpliwości i najlżejszego choćby posądzenia mnie o złą wolę: jestem wielką zwolenniczką i stałą klientką firmy „Kondrat Wina Wybrane”. Wina rzeczywiście są tam wybrane i reprezentują wielką różnorodność – geograficzną, degustacyjną i, co nie bez znaczenia, cenową. Dostawa działa perfekcyjnie, drobne niedociągnięcia (o ile w ogóle się zdarzają) są natychmiast naprawiane i wynagradzane klientom w bardzo godny sposób. I tego należy się trzymać. Marek Kondrat zdecydowanie lepiej się sprawdza w roli winiarza – dystrybutora i popularyzatora kultury wina niż autora.

(EK)